Odczarowanie domowego chleba

Jak dziś pamiętam moment, w którym babcia upiekła chleb. Byliśmy małymi berbeciami biegającymi po podwórku i tego jednego dnia babcia zrobiła chleb i własne masło. Razem z moim młodszym kuzynem zjedliśmy cały bochenek na raz, obracając tylko do ogródka warzywnego po szczypiorek i cebulę do aromatycznych pajd, które pochłanialiśmy lekko posolone.



 Jestem osobą absolutnie sentymentalną i żeby odtworzyć ten smak postanowiłam zainteresować się domowym wyrobem chleba.



Nie szło mi żadną miarą. Pamiętam, że zakupiona przez mojego ojca maszyna do wyrobu chleba cieszyła się powodzeniem na początku, ale jakoś nikomu ten chleb nie smakował i urządzenie szybko odeszło w zapomnienie kurząc się na najwyższej półce w kuchni. Taką, do której nikt nie sięgał, bo i po co?



Przeczytałam stos przepisów, sposobów, receptur, wskazówek. Wyrób chleba, nie wspominając już o zakwasie, kojarzył mi się tylko z czasochłonnością, ogromem pracy i gliniastym smakiem i konsystencją, której po prostu nie cierpiałam. Zawsze wracałam do pszennych bułeczek z piekarni, które miały i odpowiednią skórkę i odpowiedni miąższ.


Któregoś dnia, zagryzając weekendową jajecznicę pyszną pszenną bułeczką z masełkiem natknęłam się na ten filmik: (dłuuugi ale jak ktoś fanuje domowym piekarniom, to jest to pozycja konieczna do obejrzenia i obślinienia się).


Zainteresowanie domową piekarnią wróciło. Jeszcze tego samego dnia zabrałam się za szukanie przepisu, w którym technika wyrobu byłaby zbliżona do tego na filmiku. Wiedziałam, że historia z zakwasem dobrze się nie skończy - robiłam miliony prób i nigdy, NIGDY nie udało mi się utrzymać zakwasu. Postawiłam na drożdże i mąkę pszenną i tylko tego się trzymałam.



Znalazłam przepis na tak zwany chleb całonocny i chętnie się z Wami nim podzielę, bo nigdy nie udało mi się go zepsuć, skórka zawsze wychodzi chrupiąca, miąższ miękki, trochę dziurawy, jak na filmie, pomimo, że jest na drożdżach, a nie na zakwasie.

Kluczem jest sposób pieczenia chleba na następny dzień. Piec rozgrzewamy razem z naczyniem z pokrywką, w którym będziemy piec chleb. Ja używam ceramicznego, ale nada się żeliwne, szklane, jakie macie akurat pod ręką, chociaż ja najbardziej jestem przekonana do tych nieprzezroczystych. Chleb pieczemy najpierw z pokrywką, potem bez. Zapach rozchodzący się po domu jest obłędny.

Nastawiam chleb w piątki wieczorem, żeby w sobotę na śniadaniu cieszyć się cieplutkim, świeżym chlebem.

Składniki: (z tych proporcji wychodzą 2 bochenki)
  • 1kg mąki pszennej
  • 780g wody
  • 22g soli
  • 1 opakowanie (8g) suchych drożdży
Wykonanie:
Do dużej miski wsypujemy mąkę i zalewamy wodą - mieszamy do połączenia się składników. Masa będzie bardzo lepka, ja ten etap pokonuję drewnianą łyżką i odstawiam miksturę na jakies 30 minut, mąka wchłonie bardzo dużo wody, dzięki czemu nie będzie się tak lepić do rąk, gdy przyjdzie do wyrabiania bochenków.

Po 30 minutach do masy mączno wodnej dodajemy suche drożdże i sol i zakładamy ciasto wilgotnymi rękoma dokładnie taką techniką, jaka jest pokazana na filmie - rozciąganie i zakładanie. Wyrabiać tak ciasto przez 5 minut - odstawić.



Czynność zakładania powtórzyć jeszcze dwa razy co 30 minut. potem przykryć ściereczką i odstawić na całą noc - masa podwoi swoją objętość, a my idziemy spać.

Rano, kiedy wstaniemy, jeszcze przed odpaleniem ekspresu - dzielimy masę na 2 części i formujemy za pomocą rozciągania i składania 2 bochenki. Gotowe bochenki umieszczam w dużych miskach wyłożonych papierem do pieczenia i daje im 30-45 minut na wyrośnięcie - mniej więcej tyle będzie się porządnie rozgrzewał piec.



Odpalamy piec z naczyniem w środku (230 stopni góra dół).  Gdy piec jest już rozgrzany - jeden bochenek umieszczam w piecu a drugi w lodówce, żeby już nie wyrastał. Jeśli pozwolimy mu wyrastać dłużej to opadnie. Też będzie smakował, ale to nie będzie to.

Przed włożeniem chleba do gorącego naczynia zwilżam jego wierzch wodą, posypuję mąką i nacinam. Jak nie natniecie, to sam popęka, tak jak widzicie to na zdjęciu - ma to swój urok.

Drugi bochenek wstawiam do pieca, gdy tylko wyjmę pierwszy. Piekę 30 minut pod przykryciem, 20 minut bez przykrycia.



Zdaję sobie sprawę, że opis brzmi karkołomnie, czaso i pracochłonnie, ale tak naprawdę to jest to tylko 3 krotne złożenie masy i upieczenie. O ile nie jesteś typem jedzącym śniadanie zaraz po przebudzeniu, to jest to opcja dla Ciebie. Jestem o tym przekonana na 100%.

Mam też podobny przepis na ekspresowy chleb na maślance, jednak jego miąższ jest zupełnie inny. Ten przypomina włoską ciabattę. Idealny na grilla, jako przystaweczka do maczania w oliwce ;)

No i jak, zachęceni? Ktoś spróbuje?




7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Tak samo smakuje i pachnie - zachęcam do spróbowania :)

      Usuń
  2. miałam tak samo z maszyną do chleba, stoi teraz w garażu zapakowana i jej nie ruszam. To nie jest dobry chleb, czasem się nie dopiekał. Lepiej samemu zrobić bochenek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zniechęcaj się niepowodzeniami z zakwasem. Któregoś razu zaskoczy i będziesz piekła też chleby na zakwasie 😊 Ja podchodziłam d9 tematu 3 razy zanim wpadłam w pieczenie na dobre. Teraz "Stefan" jest członkiem rodziny 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Chlebek wyszedł cud, miód, piękny po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. No to jest hit, robię go bardzo często :)

      Usuń