3 Filmy na leniwą niedzielę

Każdy uczciwie pracujący bediun potrzebuje takiego weekendu, raz na jakiś czas, kiedy nie będzie robił absolutnie, totalnie, w ogóle nic.

Po prostu przeniesie się z sypialni na kanapę, w piżamie, odpali maraton filmowy i po prostu obejrzy kawałek niewymagającego, ale nie uwłaczającego godności kina.

Taki czas nastał u mnie w miniony weekend, kiedy zgodnie z Małżem popatrzyliśmy za okno na paskudnie brzydką pogodę, w miarę ogarniętą chatę i stwierdziliśmy, że ilość obowiązków jest za duża, dlatego jeśli robota jeszcze chwile poleży nikt, a przynajmniej nasze zszargane już nerwy, na tym nie stracą.



Dlatego też zaraz po zaplanowaniu idealnego urlopu, podczas którego również gros czasu poświęcimy na czyste lenistwo, odpaliliśmy listę filmową, którą z całego serca polecam.


WIEK ADALINE



Typowe romansidło dla bab,  w którym od początku wiadomo jest, że wątek miłosny będzie, wiadomo od razu w którym kierunku będzie się rozwijała akcja, ale nie wiadomo jak do końca się potoczy.

Minusem filmu jest groteskowe wręcz przedstawienie wypadku w wyniku którego główna bohaterka przestaje się starzeć. Tu lewa brew sama się podnosi, ale na szczęście scena ta nie trwa długo.

Plusem na pewno jest główna bohaterka, śliczna kobieta, miło się ogląda.
Plusem jest również scena, kiedy główny bohater wychodzi spod prysznica, if you know what I mean.
I przede wszystkim dialogi, na które również zwrócił uwagę Małż:

ale jakim językiem oni w ogóle mówią?!

To się rzuca w oczy, a raczej w uszy, głównie podczas sceny, gdy Adaline poznaje Ellisa.

Bałam się okropnie, że będę oglądać odgrzewany kotlet Ciekawego Przypadku Benjamina Buttona, ale na szczęście nie.

Jakby się uprzeć, można nawet wyciągnąć z tego filmu dalece posunięte wnioski, że wieczna młodość wcale nie jest taka fajna.


KAPITAN PHILLIPS

Film, który na małżu zrobił spore wrażenie, ja natomiast polecam jedynie dla ostatniej sceny.

Na ten film zdecydowaliśmy się jedynie z racji czystej sympatii do Toma Hanksa. Nawet kiedy film jest paskudnie zły, on go uratuje swoją postacią.
Mniej więcej mam takie odczucia do tego filmu.
Hollywoodzkie dzieło tak do bólu przewidywalne, że oczy same łzawią, a zęby same zgrzytają.


Film podejmuje temat pirackich ataków wzdłuż wybrzeży Somalii. I tu zaczyna się ta bolesna przewidywalność. Wiadomo, że jak Amerykański kontenerowiec Maersk wypływa z portu, a wiadomości z kraju i świata donoszą o atakach pirackich, to kontenerowiec przepłynie przez zagrożony teren. Oczywiście zostanie zaatakowany. Pomimo, podkreślam, amerykańskich zabezpieczeń, piraci zdobywają statek, pomimo, że płyną w małej podłej skorupce po oceanie.
Wiadomo, że wezmą zakładnika i że będzie to kapitan. Wiadomo, że Ameryka będzie o niego walczyć. A jak Ameryka zaczyna walczyć o swojego, to wyśle wojsko, a wtedy nie ma przebacz. I wiadomo oczywiście, że jeńców nie wzięli. No i też oczywiście wiadomo, że jak Ameryka robi film o  amerykańskim wojsku to będą fajerwerki. Amerykańska amerykańskość do potęgi amerykańskiej.

Tak czy siak, film warto obejrzeć dla 2 scen.
Akcji wojskowej. Tam fakt było napięcie. Przyznaje.

I dla sceny końcowej z Tomem Hanksem. Pamiętam, że w Zielonej Mili, kiedy miał problemy z pęcherzem, grał tak wiarygodnie, że czułam wręcz jego sikanie żyletkami, tak samo genialnie oddał emocje ostatniej sceny. Ryczałam jak bóbr.



Biograficzny film o Allanie Turingu, który obejrzeliśmy po to, żeby przypomnieć Małżowi trzykrotnie zdawany egzamin na studiach z maszyny Turinga. Taki swoisty masochizm.



Jak ktoś lubi stare klimaty biograficzne, to jest to pozycja obowiązkowa.
Zwłaszcza dla typowego konserwatysty pragnącego wsadzać do więzienia za homoseksualizm i chcącego zbulwersować się, że to czyste zakłamanie historii, bo przecież Enigmę rozgryźli Polacy!

Taka leniwa niedziela to przecudowny wynalazek. Aż szkoda, że nie każda taka jest.
Jeśli Wam szkoda całego dnia, rozłóżcie w czasie, ale koniecznie obejrzyjcie powyższe pozycje.

Pomimo, że brzmią płytko wcale takie nie są i każdy z nich niesie za sobą konkretne, głębsze emocje i przemyślenia.

Idę układać listę na najbliższe wieczory.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza